Szukaj na tym blogu

Popularne posty

środa, 20 kwietnia 2011

My name was Bond, James Bond

Marka Rolex warta jest tyle, co biblijne złoto, mirra i kadzidło razem wzięte. Rolex to jedna z najbardziej rozpoznawalnych zegarmistrzowskich firm świata. W wielu krajach jest synonimem luksusu, a osoba nosząca czasomierz rzeczonego producenta postrzegana jest jako ktoś, kto odniósł życiowy sukces. Jednak wysoki poziom operatywności charakteryzuje zdecydowaną mniejszość w ogóle społeczeństwa. Ci, którym powodzi się gorzej, czasem próbują stworzyć sobie namiastkę przynależności do grupy o wyższych dochodach poprzez sięganie po atrapy produktów na których zakup nie mogą sobie pozwolić. W efekcie takiego stanu rzeczy, niezgodny z prawem proceder wytwórstwa niezliczonej ilości podróbek przybiera nierzadko patologiczne rozmiary, a Rolex jest najczęściej podrabianym producentem zegarków. Być może dlatego w pewnych kręgach, czasomierze genewskiej firmy odbiera się przez pryzmat stereotypów wypaczających jej rzeczywisty obraz. Wielu kojarzy też genewskiego producenta z zegarkami biżuteryjnymi, których tarcze, a także pierścienie, wypchane są po brzegi drogocennymi kamieniami szlachetnymi. Proces myślowy osoby mającej tak ograniczone pojęcie o kolekcji Roleksa, biegnie w kierunku konkluzji, że czasomierze tej firmy noszą kobiety o mentalności sroki albo mężczyźni całkowicie pozbawieni gustu. W przypadku tych drugich, łatwo utożsamić ich z grupą tzw. nowobogackich choć jest to problem szerszy, bo zależny też od szerokości geograficznej. Przykładowo dla szejka naftowego, wybór świecącego zegara niczym choinka bożonarodzeniowa, jest w pewnym sensie naturalny. Warto jednak pamiętać o tym, że Rolex ma w swojej kolekcji zegarki stonowane takie jak na przykład stalowe wersje Submarinera, Milgauss czy też klasyczną linię Cellini. Rolex to również tradycja, kultowy design, z którego zżyna pół świata, rekordy dokładności pomiaru czasu w testach Kew, innowacyjność oraz spektakularne przebicie cenowe na aukcjach wybranych modeli. Jedyne czego brakuje w ofercie szwajcarskiego producenta to szersza paleta komplikacji. GMT, chronograf, to jednak trochę za mało. Byłoby dobrze, gdyby rozważono zastosowanie chociażby faz księżyca, co stanowiłoby wspaniałe nawiązanie do historycznych wartości. O wielkich komplikacjach typu tourbillon, repetycja minutowa, nie śmiem nawet marzyć choć trzeba uczciwie przyznać, że chyba jedyne, co powstrzymuje Roleksa od sięgnięcia po najwyższy stopień sztuki zegarmistrzowskiej, jest DNA firmy. Nie ma bowiem żadnych innych przeciwwskazań typu brak kompetencji czy też niemożność wytwórcza. Zwłaszcza w tym drugim przypadku warto zdać sobie sprawę z tego, iż Rolex jako jedna z nielicznych firm na świecie, koncentruje prawie cały proces wytwórstwa zegarka pod własnym dachem ograniczając tym samym do minimum korzystanie z usług podwykonawców. Gdyby chcieć termin “in-house” potraktować totalnie, to tacy producenci jak Rolex, Seiko, zasługują na rzeczone określenie o wiele bardziej aniżeli zdecydowana większość szwajcarskiej konkurencji, również tej uznawanej przez pasjonatów za dalece bardziej prestiżową. To prowadzi do konkluzji, że gdy tylko uda Wam się wznieść ponad stereotypy i tych wszystkich idiotów noszących podróbki, odkryjecie wspaniały świat Roleksa nacechowany bardzo dobrą jakością wykonania, niezawodnością pracy mechanizmu przez wiele lat, wybitną dokładnością pomiaru czasu potwierdzoną certyfikatem chronometru i po prostu oryginalnym, ładnym designem. Przyjrzyjmy się zatem modelowi, który jest ucieleśnieniem tych wszystkich cech.









Submariner, bo o nim mowa, to dzieło rozwijane od blisko 60 lat. Przez ten czas zyskał miano zegarka – ikony. Stał się również wzorcowym przykładem sposobu promocji określanego jako product placement. Znalazło się bowiem wiele osób, które zapragnęły mieć taki czasomierz jaki nosił agent Jej Królewskiej Mości – James Bond. Submariner to także rozwój koncepcji wzorniczej oraz mechanizmu i odnoszę wrażenie, że dopiero teraz firma Rolex dotarła do celu. Wygląd nie uległ zasadniczym zmianom natomiast wreszcie model stalowy otrzymał wszystko to, co do tej pory było domeną odpowiednika w białym złocie, wersji z komplikacją GMT czy też najnowszej odmiany Sea Dwellera. Średnica koperty pozostała bez zmian i wynosi 40 mm. Genewski producent wprowadził jednak dość istotną modyfikację polegającą na zastosowaniu spieku Cerachrom, który zastąpił dotychczas wykorzystywane aluminium. Innymi słowy, użyto pierścienia z wkładem ceramicznym, charakteryzującego się wysoką odpornością na korozję oraz zarysowania. Sposób wytworzenia indeksów lunety został opatentowany przez Roleksa i polega na wykonaniu odpowiednich frezów, które pokryto platyną. Samą kopertę zrobiono ze stali 904L, nieco bardziej karkołomnej w obróbce w przeciwieństwie do stali 316L, ale za to odznaczającej się wysoką odpornością w kontekście korozji atmosferycznej. Również jakość bransolety nie została potraktowana po macoszemu i tutaj genewski producent postawił na praktyczność oraz wygodę użytkowania.



Odpowiada za to system określany przez Roleksa terminem Glidelock. Jest to tzw. podwójne zapięcie umożliwiające dostosowanie długości bransolety do 21 mm bez konieczności wyciągania ogniwek, co stwarza możliwość jej precyzyjnego wyregulowania i pozwala uniknąć wizyty u zegarmistrza, zwłaszcza że ta, nie zawsze kończy się miło. Zdarza się bowiem, iż nie dysponujący odpowiednimi narzędziami zegarmistrz, zwraca klientowi czasomierz z porysowaną bransoletą. Przykre, ale prawdziwe.

Listę zalet uzupełnia zakręcana koronka Triplock wyposażona w cztery uszczelki. Dwie z nich umiejscowiono przy wałku naciągowym, a pozostałe dwie na koronce i na gwincie. Konstrukcja charakteryzuje się solidnością oraz pewnością działania. Nowy Submariner został wykonany z wyczuciem i klasą. Producent pięknie połączył elementy satynowane z polerowanymi na wysoki połysk, a dopełnieniem pozytywnych wrażeń jest pierścień mieniący się w świetle kolorami czerni i antracytu. Jak dla mnie – bomba !. Na zakończenie trochę miejsca poświęcę mechanizmowi.



Submariner został wyposażony w kaliber 3135. Ten, zawsze odznaczał się niezawodnością działania, wytrzymałą konstrukcją oraz znakomitą dokładnością pomiaru czasu. Nie jest to może szczególnie urodziwy werk, ale ma cechy obok których trudno przejść obojętnie. Jego średnica wynosi 28,5 mm natomiast wysokość 6 mm. Rozłożenie 3135 na części ukazuje, iż producent zadbał o przyzwoite wykończenie podzespołów co objawia się w postaci groszkowania płyty montażowej oraz wybranych komponentów mechanizmu, fazowania krawędzi, a także zdobień dekorujących bęben sprężyny głównej, wahnik i koło zapadkowe, które potraktowano szlifem słonecznym. Powierzchnie niektórych części zostały pokryte rodem. Producent położył też spory nacisk na kwestię tarcia i zastosował 31 kamieni rubinowych, których zadaniem jest zwiększenie trwałości konstrukcji w kontekście tarcia pomiędzy osią, a łożyskiem. Komuś może się wydać, że to przesadnie dużo, ale skoro nawet datownik zaopatrzono w rzeczone łożyskowanie, to trudno odsądzać Roleksa od czci i wiary. Z drugiej strony, nieco dziwi fakt, że na przykład wahnik ma łożyskowanie rubinowe, a nie ceramiczne przynoszące lepsze efekty. Na plus można natomiast zaliczyć eloksalowane aluminiowe koła naciągu dwustronnego powierzchnię których pokrywa tlenek glinu barwiony na czerwono. Proces eloksalowania zwiększa odporność materiału na ścieranie, a także poprawia właściwości antykorozyjne. Problematyka tarcia to jednak nie wszystko. W Roleksie o tym wiedzą dlatego koło balansowe umocowano na pełnym mostku. Jest ono regulowane przy pomocy czterech śrub Microstella wkręconych w pierścień, które mogą być umieszczone zarówno po wewnętrznej jak i zewnętrznej stronie wrzeciona. Tym samym, producent zrezygnował z użycia przesuwki regulacyjnej na rzecz precyzyjniejszej regulacji. Balans zastosowany w 3135 to Glucydur o średnicy zbliżonej do odpowiednika z Valjoux 7750, a ta wynosi około 10 mm. Ochronę przeciwwstrząsową zapewnia KIF. Koło balansowe Submarinera napędza własna sprężyna Roleksa określana terminem Parachrom.



Jest to ewenement w skali światowej. W sytuacji, gdy prawie wszystkie firmy zegarkowe korzystają z gotowych rozwiązań oferowanych przez Nivarox, Rolex wyznacza sobie odrębny kierunek działania ustawiając się tym samym obok tak prestiżowych gigantów jak chociażby A. Lange & Soehne. Parachrom to stop niobu z niewielką domieszką hafru oraz pierwiastków chemicznych z bloku D tablicy Mendelejewa takich jak na przykład tytan, chrom. Sprężyna Roleksa ma charakterystyczną niebieską barwę, która jest efektem ubocznym utleniania się niobu. W stosunku do standardowych włosów wykonanych na bazie żelaza i niklu, wykazuje zdecydowanie większą odporność na działanie pól magnetycznych. Ponadto ma właściwości samokompensacyjne, a to oznacza, iż w zależności od temperatury, sprężystość włosa samoistnie reguluje się w taki sposób, aby możliwie najlepiej zachować częstotliwość pracy. W konsekwencji przekłada się to na doskonałą jakość pomiaru czasu, osiągając wartości bezproblemowo spełniające warunki do otrzymania certyfikatu chronometru.

Nie po raz pierwszy Rolex jawi nam się jako firma innowacyjna, która sztukę zegarmistrzostwa opanowała do perfekcji. Nowy Submariner to czasomierz z nutką prestiżu charakteryzujący się wysokiej jakości wykonaniem, nietuzinkowymi rozwiązaniami konstrukcyjnymi, znakomitą dokładnością pomiaru czasu i ponadczasowym designem. Mocna rzecz.




Rolex Submariner
Referencja: 116610 LN
Kaliber: 3135 (28800 bph / 4Hz)
Kamienie: 31
Rezerwa chodu: 48 godzin
Naciąg: automatyczny dwustronny
Średnica koperty: 40mm
Materiał: stal 904L
Dekiel: pełny
Wodoszczelność: 300m

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz